Menu
Zamówienie

Bilińska-Bohdanowicz Anna (1857-1893)

Dodany w dniu

Anna Bilińska Bohdanowicz urodziła się w 1857 roku w Złotopolu na Ukrainie, zmarła w Warszawie w roku 1893.

Anna BilińskAnna Bilińska-Bohdanowicza Bohdanowicz jest uznawana za jedną z najwybitniejszych polskich artystek XIX wieku, wpisującą się w nurt europejskiego realizmu. Jej talent malarski, ale również muzyczny został odkryty już w dzieciństwie. Pierwsze lekcje rysunku pobierała u Michała Elwio Andriolliego (utalentowanego ilustratora) w Wiatce, a po przeprowadzce wraz z rodziną do Warszawy, uczęszczała także na konserwatorium muzyczne. Swoją wiedzę artystyczną uzupełniała w prywatnej szkole malarstwa Wojciech Gersona, a następnie w Paryżu na Académie Julian, gdzie uczyła się w pracowni dla kobiet pod kierunkiem Rodolphe'a Juliana i Tony'ego Roberta-Fleury (była pierwszą Polką, która uzyskała wykształcenie na akademickim poziomie). Artystka jest znana z pełnych psychologicznej głębi, wyrazistych portretów (międzynarodową sławę przyniósł jej „Autoportret”, uhonorowany złotym medalem na Salonie 1887 roku i srebrnym na Wystawie Światowej w Paryżu w 1889 roku). Ale w jej dorobku artystycznym znaleźć można również martwe natury, sceny rodzajowe, sceny o tematyce historyczno-rodzajowej, biblijnej i  pejzaże (przede wszystkim z Normandii, Bretanii i znad Atlantyku). Tworzyła w technice olejnej, ale też w pastelu, akwareli, malowała na porcelanie. Bilińska wspólnie z chorą przyjaciółką Klementyną Krassowską wiele podróżowała. Odwiedziła Monachium, Wiedeń, Salzburg, Włochy. Podróże te wzbogaciły ją także pod względem artystycznym. Odwiedziła pracownię polskich artystów w Monachium (w tym Józef Brandta i Aleksandra Świeszewskiego), zetknęła się z dziełami mistrzów: Rembrandta, Rubensa, także Michała Anioła. Artystka pozostawała w przyjaźni z Józefem Chełmońskim i rodziną Władysława Mickiewicza. Wielki talent malarski nie wykluczał problemów w życiu prywatnym. Artystka zmagała się z trudną sytuacją materialną, a po śmierci ojca przez moment pozostawała bez środków do życia. W roku 1884 zmarła przyjaciółka malarki, a rok później jej narzeczony, Wojciech Grabowski. Te trudne przeżycia negatywnie wpłynęły na jej stan zdrowia i wywołały stany depresyjne (w tym okresie przez kilka miesięcy mieszkała w Normandii). Bilińska przez jakiś czas prowadziła jedną z pracowni Rodolphe Juliana. Artystka po powrocie do Warszawy w roku 1892 planowała otworzyć szkołę malarstwa dla kobiet. Jej plany, ze względu na poważną chorobę serca i przedwczesną śmierć, nie zostały zrealizowane. Bilińska zdobyła uznanie już w trakcie swojej edukacji (w 1883 roku uzyskała drugą nagrodę w konkursie organizowanym przez Académie Julian). Była laureatką m. in. złotych medali na wystawie w The Royal Academy w Londynie – 1890 rok i na międzynarodowej wystawie sztuki w Berlinie – 1891 rok. Swoje prace zaczęła wystawiać w roku 1876 w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Wielokrotnie uczestniczyła w wystawach Salonu paryskiego, Salonu Krywulta, Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Obrazy artystki były prezentowane w Galerie Georges Petit i Galerie Desaix na Champs de Mars, jak również w Stanach Zjednoczonych, Monachium czy Grenoble. 

Przykładowe prace artystki:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Anna Bilińska-BohdanowiczAnna Bilińska-Bohdanowicz

Anna Bilińska-Bohdanowicz

Anna Bilińska-Bohdanowicz

Bilińska Bohdanowicz Anna o twórczości Maneta i impresjonistów:

Z listu Anny Bilińskiej do Wojciecha Grabowskiego Paryż, 18 I 1884 (wg: A. Bohdanowicz, „Anna Bilińska podług jej dziennika, listów i recenzyj prasy”, Warszawa 1928, s. 69-70.)

Ciekawam, co by też pan Sygietyński powiedział o otwartej tu obecnie wystawie prac Ed. Manet. Jest to wódz, naczelnik, mistrz i król impresjonistów. Dotąd słyszałam tylko o tych cudakach, a teraz przekonałam się na własne oczy o ich idiotyzmie. Trudno sobie coś bardziej śmiesznego, dziecinnego, i niedołężnego przedstawić. Żadnego rysunku, żadnego koloru. Niby to malują tak, jak widzą, czyli jak im się wydaje, a trzeba przyznać, że wydaje im się oryginalnie: jeżeli twarz jest różowa, to on ją wymaluje z pewnością mieszaniną karminu lub cynobru z białą farbą bez żadnych odcieni. Ciemne oczy oddaje za pomocą dwu plam kwaczem zmoczonym w czarnej farbie bez żadnego rysunku, zawsze krzywe i zezowate. Do ciemnego połysku włosów z pewnością użyje czystego kobaltu itp. Spojrzeć na chwilę mimochodem na taki obraz nie zatrzymując się na jedną nawet sekundę — może to i zrobi jakie takie wrażenie natury, lecz przypatrzeć się bliżej — niech Bóg strzeże — śmieszy tylko, a bardziej jeszcze gniewa. Widoki na takim traktowaniu tracą raczej. Zyskałyby może na świeżości i prawdzie koloru, gdyby panowie impresjoniści nie wpadali w przesadę i nie pragnęli odznaczyć się naiwną oryginalnością, robiąc liście drzew szafirowe na pierwszym planie, ziemię fioletową biskupiego koloru, a niebo trawiaste. Tego samego Maneta dawńiejsze roboty są wcale dobre, a jegomość z fajką i kuflem to arcydzieło swego rodzaju. Cóż, kiedy im późniejsze płótno, tym większe dziwadło, a do tego co tylko najtrywialniejsze sceny i twarze. Nie darmo jest przyjacielem Zoli. Z tym wszystkim ma dużo zwolenników, a najwięcej między «wiele obiecującą» młodzieżą, której nie chce się nic robić.

Wspomnienia o Annie Bilińskiej-Bohdanowicz:

Henryk Struve, Przegląd artystyczny, „Kłosy" 1888, nr 1180.

Własny portret artystki, nagrodzony na zeszłorocznym Salonie w Paryżu, zaszczycony następnie dyplomem honorowym w Krakowie, uzyskał i na tym konkursie [warszawskiego TZSP] nagrodę pierwszorzędną. Portret ten nie odznacza się wprawdzie szczególną pięknością, ale świadczy o takiej bezpośredniej prostocie i naturalności w pojęciu przedmiotu i, przy wielkiej prawdzie i wyrazistości, wykonany jest z taką subtelnością techniki, że dla tych względów zasługuje w zupełności na rozgłos, jaki sobie zjednał.

Mścisław Edgar Nekanda-Trepka, Nekanda, Salon paryski i sztuka polska, „Kłosy" 1890, nr 1299.

W ciągu ostatnich lat kilku wybiła się ona na wyżyny, została jednym z najpierwszych portrecistów współczesnych i po dwakroć zdobyła sobie medale na wystawach paryskich. [...] Artystka nasza należy w zupełności do szkoły plenair, górującej w pracowniach paryskich, i poświęciła bez wahania melodramatyczność kontrastów ciemnego koloru ze światłem — prawdzie, przejrzystości i wartości tonów umiarkowanych. Nic delikatniejszego, jak gama kolorów szarych, tego triumfu, ale zarazem szkopułu artysty malarza. Nie potrzebujemy zapewne uprzedzać, że jako uczennica p. Bouguereau, p. Bilińska posiada wyrafinowaną elegancję pędzla, i że nie ma w niej ani źdźbła gminnej pospolitości, bez popadnięcia wszakże w manieryzm i upomadowane, wyszukane malarstwo. Podziwiamy poetyczność kompozycji, smak układu, harmonię kolorytu, podnoszącą się na tle energicznego, a sumiennego rysunku, podziwiamy paletę, obfitą, a umiejącą uczynić dyskretny wybór pomiędzy barwami i odnowić znaną skalę kolorów uzupełniających; podziwiamy na koniec subtelne oświetlenie obrazu i przezroczystość tonów.

G. C., Z krainy piękna, „Biesiada Literacka" 1893, nr 8.

W salonie Towarzystwa Zachęty pewnym rodzajem niespodzianki są krajobrazy p. Anny Bilińskiej, która tak wysoko w rodzaju portretowym stanęła. Nie ma dziś malarza, który by nie malował krajobrazów; stanowią one trzy czwarte części każdej wystawy malarskiej; prawdziwy talent p. Bilińskiej kładzie piętno swoje na wszystkim czego się dotknie. Tych niewielkich płócien krajobrazowych p. Bilińskiej jest cały szereg, a co jedno to piękniejsze od drugiego. Żałować należy, że dostały się pod pędzel utalentowanej artystki tylko wybrzeża bretońskie. Są tam dwa obrazki przedstawiające przypływ i odpływ morza: co tam charakteru, jaki ruch w tej wodzie. Nie ulega wątpliwości, że obok Bilińskiej znakomitej portrecistki, zyskaliśmy Bilińską znakomitą pejzażystkę.

Maria Konopnicka, Kilka słów o Annie Bilińskiej, „Kraj" 1893, nr 19.

Anna Bilińska umarła. Oto odgłos powszechnego żalu. Żałuje społeczeństwo pierwszorzędnej artystycznej siły, która zgasła, zaledwie zaświadczywszy bogatą dojrzałość swoją; żałuje dzieł, które ta siła dokonać mogła, a których nie dokonała; żałuje zagrzebanego w ziemi talentu. I ten akt powszechnego żalu jest słuszny. Ale równie słuszny byłby akt powszechnej skruchy. Anna Bilińska nie umarła ani z wypadku, ani z nieodwołalnego wyroku jakiejś organicznej, przyniesionej z sobą na świat wady: umarła z choroby, której początków nabawiła się w długiej i ciężkiej walce z biedą, jaką cierpiała podczas swych paryskich studiów. Bieda, jaką Bilińska znosiła w Paryżu jest wprost nie do uwierzenia. A jednak patrzono na nią całkiem obojętnie, i to przez lat wiele. Ci, którzy na tę mogiłę pospieszyli rzucić kilka słów pochwalnych, prawie jednogłośnym odezwali się chórem: «śmierć nieubłagana», «śmierć nielitościwa». To nie jest prawda. Śmierć ta nie była ani nieubłaganą, ani nielitościwą: była logiczną. [...] A społeczeństwo? Czy nikt nie wiedział o tej biedzie, o tej walce, o potrzebie ratowania tego młodego życia i niezrównanego talentu? Owszem. Dlaczego nie miał wiedzieć. Niejeden wiedział, i to bardzo dobrze. Przede wszystkim doskonale dziesiąty i setny wiedział, tak samo, jak i teraz wie, że położenie studiującej młodzieży naszej artystycznej jest — na ogół — rozpaczliwe. Co do szczegółowego wypadku zaś mam powody mniemać, że nie był on także tajemnicą, zważywszy, iż mamy w Warszawie komitet Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, o który sprawy takie z natury rzeczy ocierają się z bardzo bliska, i już to bezpośrednio, już pośrednio, zawsze mu są wiadome. Ale społeczeństwo dawno już, co do pewnych pozycyj życiowego budżetu, wyrobiło sobie samo u siebie atest kompletnego ubóstwa. «Społeczeństwo jest ubogie». Oto czym się u nas materia ta zamyka, zanim jeszcze poruszoną została. Tak, nie przeczę. Ubogie, bardzo ubogie jest to społeczeństwo nasze! Ubogie w serce i współczucie, ubogie w ofiarność, ubogie w tę szlachetną ambicję, która nie daje usychać kwiatom na własnej grzędzie; ubogie w zmysł piękna i w miłość bratnią dla tych, co piękno to tworzą, ubogie w tę logikę, która mówi, że kwiat daje ziarno, a z ziarna chleb ducha się dobywa. Chleb nie na dziś, ale i na jutro także, i że bez chleba tego dom nasz ogłodzon będzie. [...] O wielmożni kupcy! Za późno zaczęliście towar ten targować. Pośpiech wasz był spóźniony, a pomoc — zbyteczna. Ci, co Bilińską znali, wiedzieli, że nosiła ona w sobie już w owej chwili zaród rychłej śmierci. Nic, nawet miłość, nawet szczęście, nawet sława, której pożądała tak gorąco, nic już jej uratować nie mogło. Zgasła, nie mając lat trzydziestu pięciu, z zapasem ducha i natchnienia na wiele, wiele jeszcze dzieł pięknych, ale już bez siły do życia. Była to smutna, smutna śmierć, podobna do śmierci złamanego wichrem drzewa, które pada pełne nieźrałych owoców, przeto, iż go nikt w czasie właściwym nie podparł. Tak, była to smutna śmierć! Ale «nielitościwą» nie była. Nie, panowie i panie! Ona tylko dokończyła dzieła waszej obojętności, a także bezmyślności waszej.

Józef Chełmoński, [List do Redaktora „Tygodnika Ilustrowanego"], „Tygodnik Ilustrowany" 1893, nr 172.

Ś. p. Annę Bilińską, uczennicę p. Gersona, poznałem w Paryżu. Widziałem, jak o głodzie zdobywała potrzebne wiadomości malarskie w pracowniach Juliena, R. Fleury'ego i innych. Zawsze skromna, wymagała od siebie dużo i coraz więcej. Była to dusza wielkiej mocy, obdarzona nieograniczonym zapałem i miłością prawdziwej sztuki. Dla niej wyrzekła się wszelkich wygód, często zapominając o koniecznych potrzebach życia. Jak zwykły wyrobnik paryski, późnym dopiero wieczorem, zmęczona, styrana wracała do swej pracowni przy ulicy Fleurus. Mimo to była zawsze pogodna i wesoła i niełatwo było nieraz odgadnąć, z jakim trudem zdobywać musiała chleb codzienny. Talent jej potężniał stopniowo, a w dziełach widzieć było można coraz wyraźniej ustalenie się artystycznych dążeń i coraz większą pewność w ich urzeczywistnianiu. Szkoda jej, bo pewne strony właściwe swemu talentowi doprowadziła do doskonałości; w portretach zwłaszcza przewyższała wielu malarzy, uważanych powszechnie za najlepszych. Właśnie kiedy u nas coraz bardziej zaczyna się mnożyć zastęp ludzi, którzy bez dostatecznego przygotowania umysłu, serca i ręki, bez żadnego zamiłowania do sztuki, bez gotowości ponoszenia ofiar dla niej, zajmują się malowaniem obrazów, tym większa cześć należy się od nas tej prawdziwej męczenniczce i kapłance sztuki.

Czesław Jankowski, Na malarskiej niwie, „Tygodnik Ilustrowany" 1893, nr 173.

Dała nam Bilińska piękny przykład harmonii między usposobieniem osobistym, a artystyczną działalnością, między charakterem, a twórczością. Prostota, szczerość, energia znamionująca dzielną tę kobietę, odbiły się wybitnymi cechami na jej malarskim talencie. Obrazy jej właśnie odznaczają się prostotą w kompozycji, szczerością w odtworzeniu, siłą w malowaniu. Ideałem jej w życiu, zarówno jak i w działalności artystycznej była — prawda. Portrety jej — to odtworzenie tejże prawdy, niekłamanej niczym. Przystępuje do dzieła malarskiego z tym ideałem swoim przed oczyma, urzeczywistnia go z całą śmiałością, bezwzględnością, zapałem, pracowitością. Żyje i pracuje dla sztuki; o poklask dla siebie samej nie dba; chodzi jej o wywyższenie, o wydoskonalenie ukochanej sztuki. Talent Bilińskiej był przede wszystkim — męskim. Drobiazgowego rozwodzenia się nad szczegółami w obrazach jej ani śladu, niepewności, koncesyj, paktowania z rozmaitymi względami i względzikami nie znała Bilińska. Maluje silną i pewną dłonią. W dziedzinie sztuki naszej ma między kobietami dwa tylko pokrewne duchy: Żmichowskiej i Konopnickiej. Jak pisała Gabriela, jak pisze Konopnicka, tak malowała Bilińska. [...] Sądząc z prób niektórych oraz z zapewnień ludzi blisko Bilińskiej stojących, stało przed nieodżałowaną artystką otworem pole kompozycyj na szeroką zakrojonych skalę i niepospolity ów talent malarski rwał się do wielkich, skomplikowanych dzieł malarskich, łączących w sobie objawy artyzmu z objawami niepowszedniej potęgi ducha. Stąd, zdaje mi się, wyszło skłanianie się jej do pejzażu, któremu w ostatnich czasach liczne poświęcała studia, do obejmowania coraz szerszego zakresu artystycznych odtworzeń, aby zapanowawszy niejako techniką malarską nad całą przyrodą, dać następnie wyraz indywidualności własnej w obszernej kombinacji różnorodnych motywów.

Henryk Piątkowski, Album sztuki polskiej, Warszawa 1901, s. 18, 82.

Bilińska zajęta przeważnie malowaniem portretów, w ostatnich latach swej kariery malarskiej, zapadając często na zdrowiu, wyjeżdżała na parę miesięcy na brzegi Bretanii i tam oddawała się z zapałem studiom krajobrazowym. Liczne jej tego rodzaju prace, odznaczają się właściwą francuskim plażom szarzyzną tonów. Kolor niebieskawy, opałowy, przeważa w tych niewielkich płócienkach, malowanych z brawurą, szerokim rzutem pędzla; nadaje on widokom wiele przejrzystości i perspektywicznego oddalenia. Szkoda wielka, że znakomita artystka z tak licznych, a sumiennych studiów nadmorskiej natury, nie namalowała nigdy skończonego większego obrazu — czuła bowiem głęboko krajobraz i rozumiała poezję fal spienionych i kłębiących się chmur. [...] Nie był to meteor nagle zabłysły, lecz widziadło świetlne, wzmagające stopniowo siłę swego blasku, aż do chwili, w której jako gwiazda pierwszorzędna roztoczyła naokół siebie cały snop jasnych promieni. Bilińska, jako malarka, nie miała nic z czynników, które tworzą w umysłach naszych pojęcie «kobiecości». Była to natura na wskroś artystyczna, o cechach, do których można by łacno przymiotnik «męski» przystosować. Odznacza jej dzieła przede wszystkim siła; wirtuozostwo wykonawcze pozwala jej posługiwać się środkami technicznymi swej sztuki z pewnością siebie i daje możność wychodzić zwycięsko z najtrudniejszych zadań. Maluje szeroko, kształty i tony chwyta z precyzją wytrawnego oka. Poświęciwszy się specjalnie portretom, daje nam pod maską człowieka jego wyraz i duszę, podkreślając odczute w obcowaniu z modelem jego specjalne znamiona, tak zewnętrzne, jako też i wewnętrzne, indywidualizuje go właściwie. Najlepszym jej dziełem, zdaje się, pozostanie własny portret artystki, rzecz godna najznakomitszych mistrzów. Właściwościami swych pojęć malarskich i stanowiskiem, które wobec zadań sztuki zajęła, jest ona złączona z Francuzami ostatniej doby. Uwidacznia się to i w jej rysunku pewnym, i w jej kolorze zharmonizowanym zawsze, w konsekwentnie przeprowadzonym światłocieniu.

Powyższe teksty pochodzą z publikacji: „Teksty o malarzach. Antologia polskiej krytyki artystycznej 1890-1918”, wydanej przez Polską Akademię Nauk, Instytut Sztuki, 1976 r.

Anna Bilińska-Bohdanowicz

 

 

Polski Dom Aukcyjny Wojciech Śladowski


Podziel się



← Starszy post Nowszy post →